Partyzancka wieś Lubień – fragmenty “Pamiętnika warszawskiego taksówkarza”

Niewiele jest wsi w naszym regionie, którym poświęcono by duże fragmenty w wydanej pozycji książkowej. Książka, o której piszę, wydana została w czasach PRL. Odnosiła się do wydarzeń z okresu II RP oraz II wojny światowej i przenosiła czytelnika do stołecznej Warszawy, z którą autor był związany. Los jednak chciał, że jej bohater podczas okupacji trafił w nasze rejony. I tutaj przez dłuższy czas przebywał. Tą postacią, a jednocześnie autorem, jest Marian Sękowski i jego pozycja „Pamiętnik warszawskiego taksówkarza”. Dziś chciałabym przedstawić jej króciutkie fragmenty, które mówią o wsi Lubień.

Lubień będzie dla mnie zawsze wsią królewską i partyzancką. Dlaczego partyzancką? Mam nadzieję, że te fragmenty to wyjaśnią.

W naszych okolicach autor pojawił się w roku 1940 i choć często podróżował do Warszawy, generalnie na naszym terenie przebywał do roku 1945. W jego wspomnieniach urzekło mnie zdanie na temat chłopów z Lubienia i Mierzyna. Oto ono „Rolnicy z Lubienia i Mierzyna byli zasobnymi gospodarzami. Mieli w swym osiedlu kościół i szkołę. Byli przedsiębiorczymi i patriotycznie nastawionymi Polakami. Te dwa osiedla zapisane zostały przez Niemców w czarnej księdze”. Dziś przytoczę kilka wydarzeń, które potwierdzają te słowa, będą dotyczyć wsi Lubień. Jednym z pierwszych ochotników (do oddziału partyzanckiego) był syn najbogatszego gospodarza w Lubieniu – Marian Wesołowski, który zaraz po kampanii wrześniowej przystąpił do konspiracji w Piotrkowskiem, przyjmując pseudonim „błysk”. Teraz z oddziałem Burzy występował w akcjach dywersyjnych. (..)Skończył w AK szkołę podoficerską. Został odznaczony krzyżem walecznych. Z lubieńskiej młodzieży należeli również do oddziału: Franciszek Dawidowicz, Czesław Krasoń, Wincenty Macharowski, Henryk Pabich, Tadeusz Kowalski. Służba leśna miała też swój oddział, do którego należeli leśniczowie Stanisław Kozarski, (…) Krynicki z Lubienia i Misztela z Lubienia. Z urzędników nadleśnictwa lubieńskiego kanceliści: Stanisław Bielecki i Władysław Misztela oraz praktykant na leśniczego Józef Budzisz. By przeszkodzić Niemcom w wyrębie drewna z lasu, które potem było przerabiane w lubieńskim tartaku na niezbędną dla celów wojskowych tarcice, oddział Burzy wpadł jednej nocy do tartaku i wyniósł stamtąd wszystkie pasy transmisyjne. Rano szóstego lipca(943) wracaliśmy ze standem z obchodu do jego gajówki. Chcieliśmy zażyć „antybiotyk” w postaci zsiadłego mleka, konieczny po wypiciu bimbru w Rajsku(…).Nagle posłyszeliśmy strzały we wsi Lubień. Kiedy podeszliśmy pod gajówkę spotkaliśmy gromady chłopów kryjących się między drzewami. Byli mocno wystraszeni. Od nich dowiedzieliśmy się, że o świcie nadjechali żandarmi z gestapowcami i miejscowymi Niemcami. Wygarnęli z mieszkań 54 mężczyzn. Załadowali ich na samochody i wywieźli w nieznanym kierunku. Gestapowcy strzelali jeszcze do ludzi uciekających w las (…). Dopiero po południu zaszedłem do Lubienia, by wywiedzieć dokładnie, co się wydarzyło.(…). Z uciekających do lasu Niemcy zastrzelili Franciszka Gałasa i niefortunnie wychylającego się zza żyta Czesława Wesołowskiego.

Lista osób aresztowanych 06.07.1943 znajdująca się na pamiątkowej tablicy przy kościele w Lubieniu

„Obecność oddziałów AK w miejscowych lasach podnosiła na duchu polską ludność, dając nadzieję, że kiedyś skończy się okupacyjny terror. Polscy partyzanci często zaglądali do wiosek , nierzadko brali udział w chrzcinach, weselach i innych uroczystościach (…).W niedzielę lub święto wchodzili do kościoła w Lubieniu i po zakończeniu kościelnego nabożeństwa intonowali pieśń patriotyczną „Boże coś Polskę”, a wraz z nimi śpiewali też ludzie znajdujący się w kościele. Były to jawne prowokacje wobec Niemców. Pewnej niedzieli podjechali żandarmi samochodem pod kościół, by posłuchać tej polskiej pieśni. Nie trafili na partyzantów, wiec tylko ludzi przy wyjściu z kościoła wylegitymowali. Kilku członków AK m. in. Władysław Misztela, Czesław Krasoń, Henryk Pabich, Franciszek Dawidowicz i Stanisław Bielecki skryło się w schowku w obawie przed aresztowaniem.” Tymczasem akowcy i w biały dzień przemaszerowali przez Lubień. Było to podczas wesela. Na zaproszenie sąsiada, jednego z lepszych gospodarzy, którego syn się żenił, przybyliśmy z żoną. Ja na ślubie śpiewałem solo „Wszechpotężny królu w niebie’„(…) Przybyli też akowcy w mundurach i z uzbrojeniem. Wszyscy obecni dobrze sobie popili, pojedli i potańczyli, w czym partyzanci ochoczo sekundowali. Faktycznie wtedy ziemię spowiła gęsta mgła. Nikt nie rozniósł po wsi, że na weselu byli partyzanci”.

To tylko niewielkie fragmenty z życia Lubienia w okresie wojny. Przy dłuższej i wnikliwszej lekturze można jeszcze lepiej poznać losy tutejszych mieszkańców, ich patriotyzm i odwagę, do czego gorąco zachęcam.

Avatar

Autor: Maria Baranowska

Witam Państwa serdecznie. Noszę w sobie geny wielu starych rodów chłopskich parafii Mierzyn, Gorzkowice, Rozprza i Ręczno. Moi przodkowie ze strony ojca mieszkali przynajmniej od roku 1719 we wsi Mierzyn i od połowy XVIII wieku nosili, tak jak ja kiedyś, nazwisko Kwaśniak. Spędziłam w tej miejscowości całe swoje dzieciństwo i młodość. Aktualnie nie jestem na razie stałym jej mieszkańcem. Moją pasją zawsze była historia, od 10 lat jest to „mikro-historia”, czyli historia regionu oraz genealogia. Z zawodu jestem nauczycielem historii w szkole ponadpodstawowej w sporym mieście. Prywatnie wychowuję i wychowywałam dużą gromadkę dzieci. Zachęcam do czytania moich artykułów i poznawania ciekawych dziejów naszej małej Ojczyzny.

2 Komentarze do “Partyzancka wieś Lubień – fragmenty “Pamiętnika warszawskiego taksówkarza”

  1. W książce opisane są losy mojego dziadka oraz pradziadka – Jeżów. Partyzanci, ale i leśnicy. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *