Biją dzwony…Słów kilka o historii mierzyńskich dzwonów

Dzwony z wieży mierzyńskiego kościoła

Dzwony w polskiej tradycji zawsze odgrywały bardzo ważną rolę wyznaczając czas pracy i odpoczynku, a przede wszystkim czas modlitwy. Zwiastowały i zwiastują żałobę i triumf, uroczystości kościelne i narodowe. W wielu kościołach odzywają się codziennie zachęcając swym dźwiękiem do przybycia do świątyni i przypominając o codziennym nabożeństwie. Podobnie jest w Mierzynie. I dzisiaj chciałbym przybliżyć ich historię. Przez wiele setek lat mierzyński kościół posiadał dwa dzwony-tak było do I wojny światowej. Jak zapisał w swym pamiętniku ówczesny proboszcz ks. A. Christoph 22 sierpnia 1916 roku „żandarmi z wojskiem przybyli do Mierzyna by zabrać dzwony z kościoła. Zawezwano mnie bym na rozkaz Jego Cesarskiej Mości wydał dzwony. Odpowiedziałem, że wydać nie mogę, bo nie jestem poddany JCM (poddanym austriackim). Klucza od dzwonnicy też nie dałem. Wytrychami więc otworzyli drzwi; zabrali dwa dzwony. Lud burzył się i płakał, lecz wobec przemocy trzeba było ustąpić. Wieczorem poszło 4 gospodarzy z Mierzyna i jeden dzwon wyprosili. Smutny to bardzo był widok, gdy tak przemocą psuto i rozbijano dzwonnice i zabierano dzwony”. W 1922 roku ufundowano nowy dzwon, fundatorem miał być Józef Kwaśniak z Tomawy i parafianie, a drugi – stary, okuto na nowo i zawieszono na wieży. Niestety stary dzwon pękł. Został przelany i na nowo powieszony. Na nowym dzwonie był napis: „odlany dzwon w 1550 roku, przelany w 1922, imię Pius, waga 120kg”

Niestety w czasie II wojny światowej historia się powtórzyła. W sierpniu 1942 władze niemieckie zabrały dzwony oraz sygnaturkę, które na parafię nie wróciły. Już po wojnie w roku 1945 ówczesny proboszcz ks. Massalski sprowadził 3 nowe dzwony. Koszty wykonania pokryła parafia z dobrowolnych składek. 4 listopada 1945 r. odbyła się uroczystość konsekracji i powieszenia ich na dzwonnicy w wieży kościelnej. Na uroczystość tę przybył ówczesny biskup częstochowski J. E. Czajka. Dzwon duży ma 145 kg. Nazwano go „Mikołaj”. Zawiera wizerunek Św. Mikołaja i napis: „dzwon ufundowany ofiarnością parafian, za staraniem ks. Jana Massalskiego proboszcza mierz. R.P.1945”. Dzwon mały waży 94 kg i nosi nazwę „Królowa Korony Polskiej”. Zawiera wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej i napis: „Królowo Korony polskiej módl się za nami”. Sygnaturka „Karol” waży 34 kg i ma napis: „Ave Maria”, a z drugiej strony „R. P. 1945”. Ks. Massalski zanotował, że „miałem z tą akcją b. wiele kłopotów i starań, ale się cieszę, że dzwony mam i, że pierwszy w diecezji naszej po wojnie dokonałem dzieła ufundowania tych dzwonów”.

Podziękowanie za wpłatę na dzwony dla mieszkańca Bryszek Władysława Łągwy
Archiwum domowe Wojciecha Łągwy

Poniżej prezentuję zdjęcia obecnych dzwonów ufundowanych w roku 1945. Zdjęcia te udostępnił mi ks. Michał Wątroba – wikariusz parafii Mierzyn, który bez lęku wszedł na wieżę mierzyńskiego kościoła, gdzie dzwony się znajdują. Pierwsze stare dzwony znajdowały się w dzwonnicy, która aż do okresu międzywojennego stała na południe od kościoła, a wykonana była z drzewa modrzewiowego na solidnej podmurówce. Fundatorem jej był długoletni dziedzic Mierzyna Julian Malczewski, który był kolatorem parafii na początku wieku XIX. Zastąpiła ona starą, mocno spróchniałą dzwonnicę stojącą nieopodal kościoła. Wydaje się, że tu przez wieki trzymano mierzyńskie dzwony. Szkoda, że żaden z nich nie przetrwał do naszych czasów.

Dziękuję serdecznie ks. Michałowi Wątrobie. Liczne rozmowy z Nim są dla mnie inspiracją dla kolejnych artykułów. Dziękuję również ks. Mirosławowi Orzechowskiemu-proboszczowi parafii w Mierzynie za ogromną przychylność i zainteresowanie historią parafii, którą kieruje.

Avatar

Autor: Maria Baranowska

Witam Państwa serdecznie. Noszę w sobie geny wielu starych rodów chłopskich parafii Mierzyn, Gorzkowice, Rozprza i Ręczno. Moi przodkowie ze strony ojca mieszkali przynajmniej od roku 1719 we wsi Mierzyn i od połowy XVIII wieku nosili, tak jak ja kiedyś, nazwisko Kwaśniak. Spędziłam w tej miejscowości całe swoje dzieciństwo i młodość. Aktualnie nie jestem na razie stałym jej mieszkańcem. Moją pasją zawsze była historia, od 10 lat jest to „mikro-historia”, czyli historia regionu oraz genealogia. Z zawodu jestem nauczycielem historii w szkole ponadpodstawowej w sporym mieście. Prywatnie wychowuję i wychowywałam dużą gromadkę dzieci. Zachęcam do czytania moich artykułów i poznawania ciekawych dziejów naszej małej Ojczyzny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *